Miałam sen…


Miałam sen…
Lekarz prowadzący:

dr n. med. Grzegorz Mrugacz

Klinika:

Klinika Bocian Białystok

Nasza historia zaczęła się w 2015 roku. To było drugie małżeństwo moje i mojego męża. Pobraliśmy się w 2014 roku. Z poprzednich związków już mieliśmy dzieci - ja córkę, a mąż syna.

Rok po ślubie zaczęliśmy planować ciążę. Dziecko męża z poprzedniego związku było poczęte za pomocą procedury in vitro, dlatego nie chcieliśmy marnować czasu i zaczęliśmy szukać kliniki, w której mogą nam pomóc. Mój ginekolog polecił klinikę w Polsce (w Białymstoku). Długo się zastanawiałam i podjęłam decyzję zwrócić się do kliniki na Białorusi. Obawiałam się bariery językowej. Mąż też zgodził się na to. W 2016 roku pojechaliśmy do jednej z klinik w Mińsku. Po wykonaniu badań i konsultacji z doktorem zdiagnozowano u nas niepłodność (czynnik męski), a u mnie były mięśniaki macicy. Nie mieliśmy szansy na naturalne poczęcie. Tak się rozpoczęła nasza droga do spełnienia marzenia. Każdego dnia marzyłam o tym, że pojawi sią u mnie brzuszek, że będę czekała na spotkanie z maleństwem. Ten czas był dla mnie jak wieczność. Niestety nie udało się. Załamałam się, nie mogło być mowy o kolejnej próbie. Wszystkie marzenia legły w gruzach, miałam wewnętrzną pustkę. Codziennie myślałam, że nie zasługuję na ponowną radość, aby znów zostać matką…

Minęło trochę czasu i mój mąż zaczął mówić o drugiej próbie, ale ja się nie zgadzałam. Wydawało mi się, że kolejna próba też będzie nieudana, dlatego przerwałam tę rozmowę i nawet bałam się o tym myśleć. Ale wydarzyło się coś niesamowitego. Miałam sen, w którym widziałam siebie i małego chłopczyka. Spojrzał mi prosto w oczy, było to wyjątkowe. Rano nie powiedziałam mężowi o tym ani słowa. Po prostu zaczęłam szukać w intrenecie kliniki w Polsce. Czytałam opinie pacjentów, oglądałam filmiki, zapoznałam się z lekarzami. Wtedy zrozumiałam, że wciąż żyję marzeniem aby zostać mamą. Chciałam tego bardziej niż czegokolwiek. Kidy mąż wrócił z podróży służbowej powiedziałam mu o swojej decyzji. Powiedziałam, że jedziemy do Polski. On nie mógł w to uwierzyć. Wieczorem wypełniłam formularz na stronie internetowej. Później do mnie zadzwonili z kliniki i zostaliśmy umówieni do doktora Mrugacza.

Nasze marzenie zaczęło się spełniać. 5 lutego 2018 roku odbyło się długo oczekiwane spotkanie z doktorem Mrugaczem. Jak tylko weszłam do kliniki, od razu zrozumiałam: to jest nasz ostatni przystanek. Nie mieliśmy prawie żadnej szansy. Miałam transfer tylko 1 zarodka, praktycznie nierealne było zostać mamą. Starałam się nie myśleć o tym, w mojej głowie było tylko spojrzenie małego chłopczyka ze snu. Nastąpił dzień transferu, nigdy w życiu nie miałam tylu emocji. Wracając do domu cały czas widziałam bociany. Nawet powiedziałam mężowi, że to jest niesamowite i na 100% wieziemy do domu maleństwo. Marzyłam o synku i o niczym innym myśleć nie mogłam…

Podjęliśmy decyzję nie robić testów wcześniej niż po 14 dniach, a po prostu czekać. Ale nie minęło nawet 5 dni, jak zrobiło mi się niedobrze, kręciło mi się w głowie. Najpierw pomyślałam, że się zatrułam, bo na wynik jeszcze było za wcześnie. Nie dotrzymując słowa, kupiłam test. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, gdy zobaczyłam dwie kreski. Serce mi pękało ze szczęścia. Zadzwoniłam do męża i płakałam z radości. Mąż najpierw pomyślał, że stało się coś złego. Nie mogłam mówić przez łzy, a potem wzięłam się w garść i powiedziałam: „Misza, udało nam się”…po drugiej stronie była cisza, a potem zerwało nam połączenie. Mąż zadzwonił dopiero wieczorem…płakał, nie mógł uwierzyć, że nasze marzenie zaczęło się spełniać.

36 tygodni później urodził się cudowny maluszek. Ma na imię Roman i patrzy na mnie dokładnie tak samo, jak w moim śnie. Bycie rodzicami jest najlepsze w życiu. Nigdy się nie poddawajcie, wierzcie w swoje marzenie. Klinika w Polsce to dom czarodziejów, w którym lekarze czynią cuda. Dziękuję Wam za miłość do pacjentów, za wiarę, za marzenie, za radość i szczęście, które dajecie. Mogę powiedzieć tylko jedno: „Wierzcie w cuda i w to, że marzenia się spełniają”.

Opowiedz o swojej wyjątkowej drodze do rodzicielstwa